Do napisania tego tekstu skłoniła mnie reklama auta dla szerokich zastępów przedstawicieli handlowych, którą niedawno zobaczyłem w TV.
Otóż owa reklama uświadamia nas, potencjalnych klientów, czego to rzeczony samochód nie zrobi za nas i będąc pod ogromnym wrażeniem już naprawdę spadałem z krzesła, gdy zostałem dobity przez stwierdzenie, że to cudo zostawia mi tylko przyjemność z jazdy...
Jedyny gadżet, który do mnie trafia z całej tej wyliczanki, to automatyczna skrzynia biegów, reszta to jakieś patologie, którymi producent próbuje nas uszczęśliwić, bo jak inaczej nazwać system, który widzi za mnie znaki i który zaparkuje za mnie pod centrum handlowym? „Start/stop” przemilczę.
No i tu zaczyna się cały problem, bo nie mogę zrozumieć, jak coś, co robi ze mnie idiotę może dawać mi jakąkolwiek przyjemność z jazdy? „- Tam był znak, mandat 400zł panie kierowco. - Ale panie władzo, przecież samochód nie zauważył!” Albo: „- O teraz sobie tu zaparkuje! - Haha, nie umiesz, daj gamoniu zaparkuje za ciebie.” Nasze własne auto! Ja osobiście odnajduję w tych sytuacjach co najwyżej zakłopotanie połączone z frustracją, a gdzie tu przyjemność, nie wiem, nie pytajcie.
Istnieje jeszcze druga strona medalu, która... też nie wygląda najlepiej. Każdy z nas na pewno widział kiedyś na drodze panią próbującą nałożyć makijaż podczas jazdy lub pana rozmawiającego przez telefon, odpalającego papierosa i zmieniającego biegi jednocześnie. Czy auto zwalniające kierowcę z wykonywania czynności permanentnie związanych z prowadzeniem zmieni ten stan rzeczy, wpłynie na poprawę stanu bezpieczeństwa na drogach, czy wyzwoli w kierowcach chęć udoskonalania swojej techniki jazdy?
Wątpię, bo cóż taki kierowca ma robić w takim aucie poza trzymaniem kierownicy i dłubaniem w nosie? W tym miejscu pozdrowić trzeba oczywiście osoby jeżdżące swoimi mądrymi autami jakby znaleźli się co najmniej w grze Carmageddon...
Niby rozumiem, że to wszystko dla naszej wygody, taki luksus niby i każdemu wygodnickiemu zapali się czerwona lampka „chcij to” na wieść o takich cudach, ale panowie z koncernów motoryzacyjnych... Pamiętajcie też o szoferach, którzy chcą czuć jakąś więź z tą toną lub więcej metalu, którzy chcę w tej nierzadko pięknej bryle czuć się potrzebni.
Mam nadzieje, że nie urzeczywistni się mój koszmar nocny, w którym w aucie będziemy potrzebni tylko do tego, aby za nie zapłacić w salonie. Nie idźcie tą drogą drodzy projektanci, menedżerowie, księgowi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz